"Książka do słuchania - więcej niż teatr!"


Uwaga! Podaję przepis na estetyczno-duchowo-rodzinną ucztę pod własnym dachem.

Musi być wieczór lub kilka kolejnych.
Trzeba wziąć dziecko/dzieci, wyszorować, wsadzić w piżamy i do łóżka.
Następnie zgarnąć ojca dzieci i wpakować się razem z nim dziecku/dzieciom pod kołdrę. Zgasić światło. Wtedy dziecko/dzieci automatycznie wciskają się w każdą wolną szczelinę pomiędzy rodzicami lub włażą na rodziców. Wszystko razem powinno tworzyć zwartą formę, kręcącą się i wiercącą dopóki nie popłyną pierwsze dźwięki.
No właśnie, następnie trzeba mieć książkę do słuchania (czyli mówiąc brzydko, bo nie po polsku, podczas gdy wszystko inne po polsku - audiobook'a).
Książka do słuchania musi być dobrze przeczytana (jaka konkretnie - o tym poniżej). Dziecko/dzieci muszą być uprzedzone, jeśli książka jest długa, że zostanie podzielona na odcinki, bo jeśli nie, to zwykle robi/robią awanturę, że chcą "jeszcze" i czar pryska.
Bo czar jest, oj jest. Proponuję przekonać się na własnej skórze, bo opisy nastrojów i "atmosfer" nie są moją mocną stroną. Ale to jeszcze nie wszystko. Żeby nikt nie zarzucił książce do słuchania, że to nie to samo co prawdziwa książka, i żeby owa estetyczna uczta była pełna, trzeba mieć jeszcze papierową wersję słuchanej książki i to w dodatku jej dobre wydanie. Ostatni wieczór trzeba bowiem poświęcić na wspólne oglądanie ilustracji, przypominanie sobie ciekawszych fragmentów, dzielenie się wrażeniami.
I dlatego właśnie uważam, że dobry audiobook w pakiecie z dobrze wydaną papierową wersją to ideał książki, coś co się chłonie wszystkimi zmysłami, coś więcej niż teatr, bo gdzie w teatrze miejsce na przytulanie, dotykanie, głaskanie, wtulanie się i różne takie?

rach_ciach_ciach


"Talent narracji!"


 

Jest jeszcze jeden ważny aspekt książek do słuchania, o którym nie wspominam we wstępie. Mianowicie, niektóre książki po prostu muszą być przeczytane z talentem, bo bez tego więdną, bledną i usychają, albo wręcz nużą słuchających i męczą czytających. Takich książek lepiej pozwolić dziecku wysłuchać w dobrym wykonaniu. Należy do nich, według mnie, Kubuś Puchatek, o czym poniżej.

***

Do stworzenia w domu teatru wyobraźni najlepiej na świecie nadaje się Pani Irena Kwiatkowska. Chylę czoło! Moim zdaniem, oczywiście, bo wiem, że są tacy, którym przeszkadza jej (cytuję) "skrzekliwy" głos. Wiem również, że wiele osób podziela moje zdanie. W każdym razie muszę się przyznać, że Pani Irena sprawiła, że polubiłam na starość Kubusia Puchatka. Czytanie tej książki męczyło mnie niemiłosiernie, natomiast Pani Ireny słuchałam z zainteresowaniem (gdzieś tak do 43 razu, bo moje dziecko zmusiło mnie do 160 albo i więcej powtórzeń). Pani Irena potrafiła tak zindywidualizować głosy poszczególnych postaci, że mój syn do tej pory jest przekonany, że Kubusia czyta kilka osób. Zrobiła to rzeczywiście perfekcyjnie. Podobno Pani Irena do nagrań książek przygotowuje się równie starannie, jak do swoich ról i to rzeczywiście słychać. W roli narratorki Lisy z Dzieci z Bullerbyn jest tak wiarygodna, że nie mogę pozbyć się wrażenia, ze Pani Irena opowiada o swoim dzieciństwie. Polecam czytane przez nią następujące książki:
- Kubuś Puchatek, Prószyński i S-ka
- Chatka Puchatka, Prószyński i S-ka
- Dzieci z Bullerbyn, Agora
- Czarnoksiężnik z krainy Oz, Audio Liber

rach_ciach_ciach


"Mądre bajki"
Akademia Rozwoju Wyobraźni BUKA


Karampuk
autor tekstu: Ludwik Jerzy Kern, czyta: Artur Barciś, muzyka: Astor Piazzolla


Gdyby nie Pani Irena Kwiatkowska, której jestem fanką, tytuły tego wydawnictwa znalazłyby się na pierwszym miejscu. Idealnie nadają się do celu, o którym pisałam na początku, bo oprócz świetnie przeczytanego tekstu, proponują doskonale dobraną i wykonaną muzykę. Karampuka znamy tylko z płyty i jestem przekonana, że przeczytany przeze mnie nie zaczarowałby tak mojego syna, jak w wykonaniu Artura Barcisia.

Rozśmieszanki, Rozmyślanki, Usypianki
autor tekstu: Danuta Wawiłow, czytają: Jerzy Stuhr, Maciej Stuhr, Edyta Jungowska,
muzyka (kompozycja, aranżacja, realizacja): Maciej Mulawa, partie fletu: Renata Baszun

 

Natomiast na wierszach Danuty Wawiłow i moim synu przeprowadziłam klasyczny eksperyment, który dowodzi wyższości interpretacji aktorskiej nad interpretacją mamy (mimo, że ta ostatnia na żywo, no i własnej matki, bądź co bądź).
Otóż pewnego dnia, będąc w ogólnie dobrej formie, zmobilizowałam wszystkie umiejętności aktorskie, recytatorskie i artykulacyjne jakie posiadam i odczytałam synowi swoje ulubione wiersze Danuty Wawiłow. Owszem, podobały się, ale nie usłyszałam prośby o powtórkę. Po paru tygodniach zaproponowałam "Rozśmieszanki." i od tego momentu słuchaliśmy tej płyty codziennie, przy jedzeniu, sprzątaniu, zabawie. W całym domu słychać było obu Stuhrów i Jungowską. Fakt, że zinterpretowali te wiersze genialnie. "Rozśmieszanki" są zabawniejsze, "rozmyślanki" bardziej refleksyjne, a "usypianki" bardziej kojące w ich wykonaniu. Mój syn cytując fragmenty powtarza nie tylko treść, ale naśladuje również sposób interpretacji. Tej płyty z przyjemnością słuchają również dorośli, zwłaszcza, że muzyka jest bardzo interesująca i różnorodna.


Mały Książę
autor tekstu: Antoine de Saint-Exupéry, czyta: Wiktor Zborowski, muzyka: Szabolcs Esztényi w wykonaniu kompozytora (fortepian)


"Małego Księcia" wymieniłam jako godnego polecenia, ale napiszę więcej jak już mój syn będzie mógł się wypowiedzieć. Na razie jeszcze tej płyty nie słuchał i jest to rekomendacja jedynie na podstawie opinii osoby dorosłej.

rach_ciach_ciach


Klasyka - "Muminki" i "Koziołek Matołek"


Z dużym zainteresowaniem słuchaliśmy dwóch książek czytanych przez Pana Krzysztofa Kowalewskiego:
- W dolinie Muminków, Agora
- Przygody Koziołka Matołka, Polskie Radio

"Koziołek Matołek" w wykonaniu K. Kowalewskiego brzmi idealnie. Trudno mi wyobrazić sobie lepszy głos do czytania tej książki.
Natomiast jeśli chodzi o Maminki, to wybór tego akurat lektora jest dla mnie.dziwny. Po pierwszym przesłuchaniu coś mi zgrzytało i werdykt brzmiał: nie podoba mi się. Tymczasem mój syn domagał się kolejnych powtórzeń i dzięki temu zrozumiałam, co jest nie tak. Otóż "Muminki...", które pamiętam z dzieciństwa, to historia tocząca się spokojnie, lekko senna (ale nie nudna, broń Boże), ciepła, refleksyjna, tajemnicza, "delikatna". Tymczasem głos K. Kowalewskiego jest na tyle charakterystyczny, że jego cechy przeniosły się na czytaną historię. "Muminki..." w jego interpretacji są dynamiczne, przygodowe, często zabawne (z domieszką ironii). Rubaszny, jowialny i właśnie ironiczny - to określenia, które przychodzą mi na myśl, kiedy myślę o głosie K. Kowalewskiego, i takimi trochę uczynił "Muminki..." na tej płycie. Mój syn zdecydowanie zaakceptował taką interpretację i być może przez to zupełnie inaczej zapamięta "Muminki...". Nie twierdzę, że to źle. Możliwość wielu interpretacji to tylko kolejny dowód na to, jak dobra literacko jest to książka. Jeśli o mnie chodzi to wolałabym usłyszeć tę książkę czytaną przez delikatny, spokojny kobiecy głos; może przez jakąś młodą wokalistkę jazzową? A może właśnie dzięki takiej interpretacji ci, którzy uważają "Mumink..."i za 'zbyt filozoficzne" i "wydumane" przekonają się do nich.

rach_ciach_ciach


Kolekcja "Dziecka"


Kolekcja "Dziecka", czyli 20 płyt dołączonych do książek z klasycznymi baśniami opowiedzianymi współczesnym językiem. Napisali Jarosław Mikołajewski i Grzegorz Kasdepke. Czytają Magda Umer i Wojciech Mann.
To kontrowersyjny przykład książek do słuchania. Przez nas zostały dobrze przyjęte, ale wiem, że mają sporo przeciwników i rozumiem ich argumenty. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że książki te zostały przeczytane nieprofesjonalnie. Ani W. Mann, ani M. Umer nie grają głosem, jak robi to np. I. Kwiatkowska czy A. Barciś w "Karampuku". Nie wykazali się niestety nawet dobrą dykcją, a byłoby miło spełnić chociażby ten warunek, podejmując się takiego zadania. Dla nas jednak książki czytane przez nich mają swój urok. Nam się podobały. Ma się wrażenie, że tak jak oboje lektorzy czytają na płytach, czytają bądź czytali swoim dzieciom. Oboje zachowują swój styl, który albo się lubi albo nie. M. Umer czyta tak, jakby za chwilę miała zejść z tego świata, a w głosie W. Manna słychać cały czas ten jego ironiczno-prześmiewczy ton, ale my zaakceptowaliśmy jedną i drugą manierę. Przesłuchaliśmy całą kolekcję płyt, ale w kółko słuchaliśmy tylko niektórych:
"Smoka Wawelskiego", "O rybaku i złotej rybce", "Kopciuszka", "Stoliczku, nakryj się", "Żabiego króla", "Trzech świnek", "Lampy Alladyna".
Trudno wykorzystać te płyty do stworzenia w domu teatru wyobraźni, o którym pisałam wyżej, ale na pewno spełniają podstawową funkcję, czyli są dobrą alternatywą dla głośnego czytania przez rodziców, jeśli akurat jest taka konieczność.
Nawiasem mówiąc, podoba nam się zwyczaj, żeby do książek dla dzieci dołączać płyty.

rach_ciach_ciach


"Przygody Sindbada Żeglarza"


Przygody Sindbada Żeglarza
autor tekstu: Bolesław Leśmian, czyta: Krzysztof Kolberger



Książka przeczytana perfekcyjnie. Superdykcja i supergłos pana Kolbergera w połączeniu z pięknym językiem Leśmiana tworzą idealną całość. Poza głosem lektora na płycie mamy jeszcze orientalną muzykę i efekty akustyczne wprowadzające klimat magii i tajemniczości. Wszystko to razem powoduje, że nie zdecydowałabym się sama czytać synowi Leśmiana. Mając do dyspozycji tej jakości audiobooka i aktualnie dostępną w księgarniach książkę w wersji papierowej (Rebis, Poznań 2004) zdecydowanie wybieram tę pierwszą opcję. Po pierwsze dlatego, że "Przygody Sindbada Żeglarza" to, moim zdaniem, jedna z tych książek, które, jeśli się czyta głośno, to trzeba przeczytać z talentem. Po drugie, wspomniana wersja papierowa jest wydana raczej ascetycznie i nie dostarcza tylu wrażeń, co wersja do słuchania. Chcąc zapoznać dziecko z przygodami Sindbada Żeglarza z powodzeniem można wybrać wersję audio i na tym poprzestać.
Jedyną wadą "Przygód Sindbada Żeglarza" w wersji do słuchania jest samo wydanie płyty, które wobec innych dostępnych na rynku audiobooków np. tych wydawanych przez wydawnictwo Media Rodzina, jest nieco archaiczne (niewygodne plastikowe opakowanie, tylko niezbędne minimum informacji o książce i autorach). Na szczęście w tym przypadku jest to rzecz bardzo mało istotna.

rach_ciach_ciach


"Panama"


Panama, Ach, jak cudowna jest Panama, Poczta dla Tygryska
autor tekstu: Janosch, przekład: Emilia Bielicka

 

"Panama" to zbiór trzech tekstów Janoscha: "Ach, jak cudowna jest Panama", "Poczta dla Tygryska" i "Idziemy po skarb". Są one czytane przez kilku aktorów, z podziałem na role. Towarzyszy temu skoczna, lekka muzyczka wpisująca się w klimat książek Janoscha. Wszystko to powoduje, że "Panama" wpada raczej w kategorię słuchowisko, nie jest typowym audiobookiem, rozumianym jako książka czytana przez jednego lektora. Tym samym może ona stać się atrakcyjna również dla małych dzieci. Mój syn na etapie fascynacji Misiem i Tygryskiem słuchał tej płyty w kółko, na zmianę z czytaniem kolejnych książek Janoscha. I chyba właśnie mogę ją polecić jako uzupełnienie, atrakcyjny dodatek do książek. Mimo doskonałego poziomu wykonania płyta w tym przypadku nie może zastąpić książek. Z powodu ilustracji, oczywiście.

rach_ciach_ciach


"Karolcia"


Karolcia
autor tekstu: Maria Krüger, czyta: Maria Seweryn

Książka przeczytana z pasją, energią i osobistym zaangażowaniem. Bardzo podobała nam się interpretacja Marii Seweryn. Książka zyskuje dzięki niej świeżość i dynamikę. Jest na tyle atrakcyjnie przeczytana, że mój, wówczas 4-letni, syn wysłuchał jej kilka, jeśli nie kilkanaście razy z ogromną przyjemnością, mimo, że tekst wydaje mi się trochę na wyrost jak dla czterolatka.

rach_ciach_ciach


"Baśnie Andersena"


Baśnie Andersena
autor tekstu: H.CH.Andersen, przekład: Bogusława Sochańska, czyta: Jerzy Stuhr

 


Nie będę obiektywna, bo Stuhra uwielbiam i mogę go słuchać bez przerwy. Niestety mój syn nie przepada za bajkami Andersena (a może jeszcze do nich nie dorósł?), więc nie słuchamy tej płyty często. Jeśli ktoś jednak lubi Andersena, to polecam, bo mam wrażenie, że udało się osiągnąć efekt: dziadek czyta baśnie wnukom. Wszystko to dzięki ciepłemu, dojrzałemu głosowi i zaangażowaniu pana Stuhra. Mojemu synowi przypadła do gustu szczególnie baśń "Głupi Jaś"; sam zwrócił uwagę, że "ten pan ją śmiesznie czyta". Warto wspomnieć, że Baśnie Andersena w wersji audio są, podobnie jak inne audiobooki wydawnictwa Media Rodzina, bardzo ładnie wydane. Mają okładkę o formacie dwa razy większym niż tradycyjna okładka jednopłytowa. Na okładce są notki biograficzne autora tekstu i lektora, wraz ze zdjęciami. Lubimy tak wydane audiobooki, bo można je z łatwością ustawiać na zwykłej półce tak jak książki.

rach_ciach_ciach